Ta książka powstała nie po to, by moralizować czy przekształcać kuchnię w laboratorium. To przede wszystkim efekt fascynacji tym, jak bardzo nauka łączy się z życiem codziennym, a także potrzeby odczarowania słowa chemia, które dla wielu brzmi jak coś podejrzanego, niezdrowego, sztucznego. A przecież to nie tylko konserwanty i inne E-dodatki. To cukry karmelizujące się w piekarniku, białka ścinające się w jajku, aromaty unoszące się nad rondlem, enzymy działające w jogurcie i reakcja Maillarda odpowiedzialna za chrupkość skórki pieczonego chleba czy mięsa. To książka pisana przez chemika, ale z sercem kucharza i ciekawością dziecka. Zawiera fakty, chemiczne nazwy (trudno ich uniknąć, ale starałam się ograniczyć do minimum symbole i wzory), lecz także przepisy, anegdoty i ciekawostki. Bo chemia może być przystępna i smakowita, jeśli tylko pozwolimy jej dojść do głosu w kuchni. Dalej będzie trochę bardziej naukowo, ale nie nudno. Obiecuję!