| W 20LECIU MIEDZYWOJENNYM PO POLSCE GRASOWAŁO NAWET KILKUSET SERYJNYCH MORDERCÓW „Upiór”, „wampir”, „potwór” - tak pisali o nich dziennikarze, chociaż było w tym coś z niewdzięczności: przecież to oni napędzali sprzedaż brukowców, które z lubością rozpisywały się o ich zbrodniach… Wiosną 1922 r. w okolicach Warszawy zaczęły pojawiać się ciała kobiet. Trop wiódł na dworzec, gdzie oferowana przez przedsiębiorcze małżeństwo „praca u gospodarza” brzmiała jak obietnica lepszego życia. Była to jednak obietnica jego końca. Marianna Skublińska oferowała zdesperowanym kobietom coś innego: dyskrecję. Brała pieniądze, przyjmowała niemowlęta i zapewniała, że szybko trafią do dobrych domów. Dzieci nie żyły długo. W lutym 1933 r. w Łowiczu pojawił się włóczęga. Szlak jego wędrówki znaczyły zwłoki młodych dziewczyn. Gdy wpadł przez dwie niedoszłe ofiary, mówił, że „mści się za matkę”. Kiedy jesienią 1938 r. zniknęła 9letnia Władzia, sprawcy nie szukano długo: spał w stodole, w ubraniu brudnym od krwi. Sam pokazał, gdzie ukrył ciało dziecka. Jedno z wielu. Zbrodni przedstawionych w tej książce nigdy wcześniej nie opisano tak szczegółowo. Rekonstruując biografie i czyny morderców oraz przebieg ich procesów i reakcje zszokowanego społeczeństwa, Kamil Janicki sięgnął po wszelkie istniejące relacje, rozproszone w blisko 70 tytułach prasowych z epoki oraz innych, trudniej dostępnych źródłach. |