Debiutancki tom poetycki, który narodził się z doświadczenia dorastania w katolickiej wsi i z powolnego rozpoznawania własnej queerowości. Lód – religijny, rodzinny, językowy – nie jest tu metaforą, lecz stanem, z którego trzeba się wydobyć. Dziedzic pracuje na materiale dobrze znanym: pieśniach, liturgiach, modlitwach, mitach dzieciństwa. Przepisuje je, przesuwa, poddaje próbie. Sacrum miesza się z popkulturą, wiejska topografia – z pamięcią ciała. Wiersze układają się w sekwencję powrotów – do ojca, babci, kościoła, do pierwszych wstydów. „Trzeba swoje odtajać” – to zdanie wyznacza stawkę książki. tajanie nie jest gestem buntu ani rozliczenia, lecz próbą mówienia własnym głosem tam, gdzie wcześniej obowiązywał chór.